Nasze wspomnienia o Ojcu Mirosławie Paciuszkiewiczu SJ –  Barbara i Jerzy

Był to pierwszy kwartał roku 1994, podczas Mszy świętej w Kościele św. Michała w Warszawie usłyszeliśmy ogłoszenie, że w nadchodzącym tygodniu w Kościele św. Andrzeja Boboli odbywać się będą specjalne rekolekcje dla osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Znając podejście Kościoła do tego zagadnienia, i mimo że  spodziewaliśmy się dalszych przykrych słów na ten temat, to jednak postanowiliśmy wziąć  udział w tych rekolekcjach. Jakież było nasze zdziwienie i niesłychane zaskoczenie po wysłuchaniu  rozważań głoszonych przez prowadzącego je Ojca Mirosława Paciuszkiewicza SJ. W serca nasze wstąpiła radość, i jako ochrzczeni, poczuliśmy, że znów jesteśmy w Kościele. Rozwody i ponowne związki małżeńskie, aczkolwiek już niesakramentalne, są zjawiskiem masowym. Potwierdzał to, jako jeden z pierwszych, nasz rekolekcjonista o. Mirosław Paciuszkiewicz |SJ.

Jako proboszcz Parafii  św. Andrzeja Boboli, podczas corocznych wizytacji w mieszkaniach parafian, spotykał nie tylko pojedyncze przypadki, ale dziesiątki par żyjących w związkach niesakramentalnych. Wcześniej słyszał o tym zjawisku od o. Romana Dudaka, a teraz sam się o tym przekonał, i podobnie jak o. Roman postanowił zorganizować dla nich osobne rekolekcje, by w następstwie stworzyć grupę duszpasterską osób żyjących w związkach niesakramentalnych. Prowadził ją aż do swojej śmierci. W ostatnich 2-3 latach pomagał mu w tym o. Wojciech Nowak SJ.

Ojciec Mirosław to czuły, wspaniały i wyrozumiały kapłan, który dostrzegał pośród ludzi żyjących w związkach niesakramentalnych,  wprawdzie zasadę, że odpowiedzialność za ten stan jest  podzielona, chodzi tu oczywiście o odpowiedzialność za rozbite małżeństwo – ale podzielona, co nie znaczy jednakowa. Bardzo często mówił, że wśród par, które poznał, albo o których wieści do niego docierały, a były ich setki, obserwował krzywdzicieli i krzywdzonych, nieraz dotkliwie. Wobec czego stwierdził, że nie wolno wszystkich mierzyć jedną miarą, powoływał się przy tym na Adhortację Apostolską „Familiaris consortio” Jana Pawła II. Chociaż wie o niej wielu kapłanów, to tego problemu nie dostrzegało. Niemało jest artykułów w prasie kościelnej, w homiliach głoszonych podczas Mszy świętych, jak również w książkach napisanych przez Ojca Mirosława „o ludziach żyjących w związkach niesakramentalnych, w separacji i rozwiedzionych samotnych”. Problemy takich ludzi stanowiły podstawę jego działań oraz dotyczyły wskazówek na możliwe drogi wychodzenia z tych trudnych sytuacji. Jesteśmy przekonani, że motywy jego działań prowadziły do tego, aby w Kościele wiele kryzysowych sytuacji w małżeństwie chrześcijańskim mogło być przezwyciężonych, gdyby małżonkowie odwoływali się do łaski Sakramentu Małżeństwa, a wspólnoty chrześcijańskie często o tym przypominały ich rodzinom. Stwierdzał, że para małżeńska, pozostawiona sama sobie, jest zawsze w niebezpieczeństwie  i często nie może sama sobie  poradzić bez oparcia o wspólnoty w całym Kościele. To tak  jak samotnie rosnące drzewo nie może przetrwać burzy. Nadchodzi bowiem dzień, kiedy nie wytrzymuje nacisku huraganu i łamie się. Dlatego drzewa tworzą las, w którym silniejsze okazy rosną na obrzeżach. Wobec czego Ojciec Mirosław często podkreślał, że wiele małżeństw w naszych warunkach potrzebuje wspólnoty z innymi małżeństwami, by móc przetrwać „jesienne” wichury naszej post chrześcijańskiej cywilizacji.