Nasza przygoda życia z Ojcem Mirosławem – Jolanta Obrycka

Piszę te wspomnienia w imieniu własnym i nieżyjącego już męża. Nasza przygoda zaczęła się  w 1987 roku. Od siedemnastu lat byliśmy małżeństwem niesakramentalnym i nie mieliśmy  odwagi zbliżyć się do Kościoła.

Nasz nowy proboszcz w Parafii św. Andrzeja Boboli wydał się nam  taki bardzo ciepły. Poszliśmy do Kancelarii z zapytaniem, co może z nami zrobić, bo my chcemy być w Kościele, ale nie wiemy jak to zrobić. Ta rozmowa odbyła się 11 września 1987 roku – nigdy tej daty nie zapomnieliśmy. Cudowny uśmiech Ojca Mirosława i słowa: „Cieszę się, że przyszliście, stworzymy duszpasterstwo”.

Potem z ambony padło ogłoszenie z zaproszeniem do podobnie jak my zagubionych ludzi. Na pierwszy dzień skupienia zjawiły się 23 osoby – i tak poznaliśmy smak wyjazdowych dni skupienia i rekolekcji skierowanych tylko do nas. Nigdy już nie było „biczowania” z ambony, do czego byliśmy przyzwyczajeni, tylko nieustanny zachwyt nad Miłosierdziem Bożym.

Trudno zliczyć, ile później Ojciec Mirosław miał spowiedzi i rozmów indywidualnych, bo zdaje się, że dzięki Ojcu odżyły rozmównice u Św. Andrzeja. On pierwszy zauważył w nas nie tylko jako ludzi żyjących w grzechu, ale jako tych, którym się w życiu nie udało, ale za wszelką cenę chcących stworzyć rodziny.

Dziś, obserwując obrady Synodu w Rzymie, uśmiecham się na myśl, Ojcze, że będąc już po drugiej stronie,  starasz się orędować za nami u Pana.