3. NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

Wj 3, 1-8, 13-15* 1 Kor 10 , 1-6, 10-12 * Łk 13, 1-9

W drodze do Ziemi Obiecanej

Być może sami zaobserwowaliśmy uczestnicząc w liturgii, a może ktoś zwrócił naszą uwagę na strukturę czytań w czasie Mszy świętej. Pierwsze czytanie zazwyczaj ma związek z trzecim. I w tych dwóch trzeba szuka głównej myśli niedzieli, czy uroczystości. W drugim czytaniu otrzymujemy z reguły wskazania na temat; co nam niesie słowo Boże, do czego nas zobowiązuje.

Rozpoczynając udział w trzytygodniowych rekolekcjach radiowych dla chorych zwróćmy uwagę, jak przedziwnie układają się czytania w trzecią, czwarta i piątą niedzielę Wielkiego Postu.

Pierwsze czytania:

W drodze do Ziemi Obiecanej.

W Ziemi Obiecanej.

Obietnica nowego  wyzwolenia.

Trzecie czytania:

Wezwanie do nawrócenia

Przykład nawrócenia.

Po nawróceniu nie powinno się grzeszyć.

Drugie czytania:

Życie Izraela na pustyni zapowiedzią rzeczy przyszłych.

Pojednanie z Bogiem w Chrystusie, przede wszystkim przez  Jego śmierć.

Upodabniając się do śmierci Chrystusa dojdę do powstania  z martwych

A więc w trzy kolejne niedziele w drugich czytaniach myśl rozwija się następująco: zapowiedź, spełnienie tutaj i spełnienie tam, w przyszłym życiu. Dziś pozostańmy przede wszystkim na etapie zapowiedzi. Bóg przygotowuje wyzwolenie swojego ludu. Wzywa Mojżesza, żeby wrócił do kraju, z którego uciekł. Musiał uciec. „Tak powiesz synom Izraela: Pan Bóg Ojców waszych, Bóg Abrahama, Bóg Izaaka, Bóg Jakuba przysłał mnie do was” (Wj 3, 15).

Pan nawiązuje do imienia, jakim Go nazywano w narodzie wybranym: Bóg  Abrahama, Bóg Izaaka i  Bóg Jakuba. Przy okazji objawia inne swoje imię: „Jestem, który jestem ”  (Wj 3, 14). Filozofowie gotowi są dopatrywać się w tej nazwie określenia istoty Bożej. Istotą Boga jest to, że po prostu jest. Nie może nie istnieć. Ale ludzie tamtych czasów niezdolni byli do abstrakcyjnego myślenia. To byli ludzie konkretu. Jeśli Bóg mówił o sobie „jestem”, to znaczyło: jestem, żeby was wyprowadzić z niewoli, żeby was wspierać, żeby wam pomagać. Dlatego naszą odpowiedzią na pierwsze czytanie był refren: Pan jest łaskawy, pełen miłosierdzia.

Stajemy przed zagadnieniem obecności Bożej. Nasze tradycyjne wyobrażenia są takie: jeśli jestem w stanie łaski uświęcającej, Bóg mieszka we mnie, zamknięty jak w tabernakulum. Ale już Salomon zgłaszał zastrzeżenia do takiej wizji: „Czy jednak naprawdę zamieszka Bóg na ziemi? Przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię objąć, a tym mniej ta świątynia którą zbudowałem” (1Krl 8,27). Dodajmy: i ja Ciebie nie mogę objąć.

Bóg obejmuje ziemię i niebo, a więc cały świat. I mnie także. Rozumiał to św. Paweł, gdy mówił na Areopagu, że „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17,28).

W Nim jestem jak w słońcu. Ogarnia mnie. I wtedy jest jasno i ciepło.

Warto od czasu do czasu wyobrazić sobie, jak Bóg Jedyny W Trójcy Ogarnia Warszawę, wszystkie jej domy i wszystkich ludzi. Ogarnia z czułością dobrego Ojca i dobrej Matki, tych, którzy się weselą, grzeszą i cierpią. Ogarnia w ten sposób całą Polskę i wszystkie kontynenty. I to właśnie pozwala z ufnością myśleć o świecie.

W tym wyliczeniu ludzi, których Bóg ogarnia, cierpiący wystąpili obok grzeszników. Zapewniam, ze tylko przykładowo wskazałem na różne sytuacje i wcale nie chodziło o sugestię, że cierpiący jest blisko grzesznika, ani tym bardziej, że cierpienie jest karą.

Jezus – jak słyszeliśmy dzisiaj – na wieść o Galilejczykach, „których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar” (Łk 13,1), postawił pytanie: „Czyż myślicie, ze ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli” (Łk 13,2)? I odpowiedział: „Bynajmniej…”(Łk 13,3). Przez to podkreślił, że nie trzeba dopatrywać się ścisłych proporcji między cierpieniem a grzechem.

Pamiętamy zresztą, jak to było, gdy Jezus spotkał człowieka niewidomego od urodzenia i gdy uczniowie Jego od razu zadali Mu pytanie: „Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice” (J 9,2)’? Padła wtedy zdecydowana odpowiedź: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale (stało się tak), aby się na nim objawiły sprawy Boże” (J 9,3).

Nikt nas nie zobowiązuje, żebyśmy pragnęli cierpienia. Jezus jest daleki od cierpiętnictwa i chrześcijaństwo jest dalekie. Ale można cierpienie potraktować jako swoje powołanie życiowe i można swoim cierpieniem wspierać sprawy Boże i sprawy ludzkie. Przede wszystkim wspierać tych, których kochamy, którym chcemy pomóc, bo może pogubili się w życiu.

Św. Ignacy, mistrz w dziedzinie rekolekcji, zwanych ćwiczeniami duchowymi, zauważa, że równie darem Bożym może być choroba, jak i zdrowie. Wszystko – i zdrowie i chorobę – można dobrze albo źle wykorzystać. Na jaki użytek decydujemy się? `

Św. Paweł w drugim dzisiejszym czytaniu zauważa, że to, co działo się na pustyni, ma posłużyć za przykład dla nas, żebyśmy nie byli skłonni do złego, a tym bardziej nie pragnęli zła i nie szemrali. Brak zgody na swój los niewątpliwie potęguje cierpienie.

Myślę teraz o dziesiątkach, setkach ludzi chorych, do których docierałem z posługą kapłańską. Wielu spośród nich było, jest zbuntowanych. Ci rzucają Bogu w twarz swoje „dlaczego?”. Nie potępiam ich. Rozumiem. Polecam ich każdego dnia naszemu Ojcu. I proszę: niech Matka, którą nazywamy Uzdrowieniem chorych i Wspomożycielką wiernych, będzie przy ich lóżkach, wózkach; niech uśmierza ból i uprasza łaskę cierpliwości.

Ale dziś myślę także o tych, którzy mnie zdumiewają cierpliwością i zrozumieniem, ze tak trzeba. Wiem, że nauczyli się tego od Pana, który nas dziś zgromadził w kościele Św. Krzyża i przy radioodbiornikach. On przecież powtarzał: trzeba, żeby Syn Człowieczy cierpiał… Dziękuję Panu za tę lekcję. I dziękuję tym wszystkim chorym, od których wychodziłem pokrzepiony. I proszę o łaskę, żebym – jeśli trzeba będzie cierpieć, jak oni – umiał korzystać z ich przykładu.

Jeszcze jedna myśl przed zakończeniem. To, co przeżywali Izraelici na pustyni, „przydarzyło się im jako zapowiedź rzeczy przyszłych” (l Kor 10,11). Zapewnia nas o tym św. Paweł. To, co przeżywamy na naszej pustyni – w szpitalach, więzieniach, w swoich mieszkaniach, zamienionych w sale szpitalne – jest również zapowiedzią, znakiem. Więcej: udziałem w dziele zbawczym Chrystusa. Dlatego ma taki przedziwny sens. Ale tak do końca jeszcze się nie okazało, jaki. Tego nie potrafimy dzisiaj zrozumieć! Pamiętamy, że jesteśmy na razie na etapie zapowiedzi rzeczy przyszłych.

A na zakończenie propozycja, żeby w najbliższym tygodniu próbować doświadczyć obecności Bożej – nie takiej zamkniętej w moim sercu, ale wszechogarniającej, która mnie także ogarnia z ojcowską i matczyną czułością.

 

22 marca 1992              o. Mirosław Paciuszkiewicz SJ