24 NIEDZIELA ZWYKŁA

Iz 50,5-9a * Jk 2,14-18 * Mk 8,27-35

Dziś zatrzymam się przede wszystkim przy drugim czytaniu, pochodzącym z Listu Św. Jakuba. Determinują mnie do tego osobiste doświadczenia ostatnich kilku tygodni i nasze narodowe doświadczenia minionego pięciolecia – od jesieni ludów.

Dwa tygodnie w czasie wakacji spędziłem z zaprzyjaźnioną grupą rodzin. Piękny i ważny był ten nasz wspólny pobyt w Bieszczadach. Wśród darów, jakie wywiozłem stamtąd, było odkrycie twórczości Małgorzaty Musierowicz. Okazało się bowiem, że nastolatki i czterdziestokilkulatki z tej grupy czytały wszystkie albo niemal wszystkie jej utwory. A ja ich nie znałem. Pod wpływem przyjaciół zacząłem poznawać. Gdy szedłem potem do szpitala, w którym niespełna dwa tygodnie temu wszczepiono mi rozrusznik serca, zabrałem ze sobą jedną z jej powieści, mianowicie Noelkę.

Przeczytałem ją. I gdy sięgnąłem przed tygodniem, jeszcze w szpitalu, po czytania dzisiejszej Mszy św. – pod wpływem lektury wspomnianej książki – niezwykle mocno przemówił do mnie fragment Listu Św. Jakuba. Do tej powieści najbardziej wypadałoby nawiązać w Boże Narodzenie. Ale ja ją przeczytałem na początku września, a nie w grudniu.

Bardzo mnie poruszyła następująca scena: Gabrysia, z domu Borejkówna, poszła na Wigilię Bożego Narodzenia 1991 r., wraz z dwiema córeczkami, obejrzeć szopkę w kościele Dominikanów w Poznaniu. Zagadnęła swoje córy:  „- No? To, o czym będzie szopka, jak myślicie? Strasznie jestem ciekawa, czy zgadniemy. Co roku jest na najważniejszy temat”. I padło pytanie: „Co było najważniejsze w tym roku?” Jedna z córek, mała dziewczynka, odpowiedziała od razu:  „To, że wszyscy ze wszystkimi się kłócą (…) I się nie lubią”.

„Gabrysię zatkało. Więc widzą to nawet dzieci?” Druga córeczka zapytała:

„- Dlaczego tak jest mamo(…) Przecież z kłótni nie wynika nic dobrego”.

I jeszcze padło uzupełnienie z ust dziecka.

„- W telewizji krzyczą na siebie, w szkole krzyczą, wszędzie się kłócą”.

Mocno była we mnie obecna ta scena, gdy czytałem: „Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków. Czy (sama) wiara zdoła go zbawić? (Jk 2,14).

Za kilka minut będziemy recytować: „Wierzę w Boga Ojca… i w Jezusa Chrystusa… i W Ducha Świętego, Święty Kościół… Świętych obcowanie…”.

Niech minuty dzielące nas od wyznania wiary, będą minutami szczerości, uczciwości. Niech nam pozwolą stanąć w prawdzie i odpowiedzieć na kilka pytań:

– Czy ja naprawdę wierzę w obecność Boga w świecie, w dziejach, w moim osobistym życiu? Jeśli naprawdę wierzę, to powinienem mieć przekonanie nie tyle o tym, że On jest w rzeczywistości, ale że cała rzeczywistość jest w Nim. „Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy…” (Dz 17,29).

– Czy doświadczam Jego obecności?

– Czy potrafię zawierzyć Mu swój los i swoich bliskich?

– Będziemy mówić: Wierzę w święty Kościół…

I może dziś jeszcze w czasie spotkania z rodziną, z sąsiadami, a jutro w sklepie, w biurze, w tramwaju będziemy na ten Kościół wygadywać różne niewybredne słowa. I będziemy sobie dorabiać ideologię, że ja wierzę w Boga, ale nie wierzę w Kościół.

Czy wtedy pomyślę, że Kościół to także ja – ochrzczony i przecież wierzący człowiek? Ale Kościół to także Chrystus, który jest jego założycielem i Głową.

W ostatni piątek w Brewiarzu czytaliśmy kazanie bł. Izaaka, opata klasztoru Stella. Między innymi takie słowa: „Nie chciej zatem oddzielać Głowy od Ciała. Chrystus nie byłby wówczas cały. Cały zaś Chrystus nie istnieje bez Kościoła ani cały Kościół bez Chrystusa”.

Kościół to także Trójca Święta, gdyż Ona jednoczy społeczność wierzących i ochrzczonych.

Jaką wymowę ma dla mnie soborowe określenie Kościoła, że mianowicie jest to Lud Boży zjednoczony jednością Ojca i Syna, i Ducha Świętego?

Ale może ja dokumentów soborowych nigdy nie miałem w rękach? Ilu ludzi do nich dotarło? Za to wielu codziennie, czy niemal codziennie, sięga po różne szmatławce i one ustawiają ich myślenie.

Będziemy mówić: Wierzę w Świętych obcowanie...

We wspólnotę Świętych, w to, ze możemy sobie nawzajem pomagać. Ale czy my chcemy pomagać? Może tak jesteśmy zapatrzeni w siebie, że już nie potrafimy dostrzegać potrzeb innych ludzi?

Jeśli na serio nie potraktujemy rzeczywistości Boga, Kościoła, wspólnoty świętych, czy będziemy mogli ze spokojnym sumieniem powtarzać: Wierzę w grzechów odpuszczenie? Tu się przypomina fragment codziennej modlitwy: „Odpuść nam nasze winy jako i my odpuszczamy naszym winowajcom…”.

Na końcu powiemy: Wierzę w ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny.

Wyniki badań ankietowych przeprowadzonych w naszym wierzącym społeczeństwie wskazują, że pokaźny procent rodaków nie wierzy w życie pozagrobowe.

A jak ja wierzę?

Podczas pobytu w szpitalu przeczytałem także 159 wierszy Stanisława Barańczaka, brata Małgorzaty Musierowicz. W jednym z nich znalazłem następującą przestrogę:

„Ci, którzy biją czołem, będą bić

w twarz, ale nic się nie zmieni; ci wszyscy

co nie umieją dzisiaj

spoglądać w oczy; będą strzelać jutro

pomiędzy oczy; pójdą zagarnięci

paradoksalną paradą pobitych,

wprawdzie unosząc ramię,

ale tym samym ruchem,

którym umieli wczoraj wznieść ręce do góry

lub złożyć dłonie;

niedzielna msza przemieni się w codzienną kaźń”.

Oby nie było tak! Niech nas Pan Bóg broni przed niekonsekwentną wiarą, przed niekonsekwentnym udziałem w coniedzielnej Mszy świętej, a tym bardziej w codziennej.

Po tych pytaniach i przestrogach wsłuchujemy się w dalszy ciąg drugiego czytania:

„Jeś1i na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś ż was powie im: „Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie się do syta!” – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciał – to na co się to przyda? Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie”. (Jk 2,15-17).

W tym momencie mielibyśmy prawo zapytać: Ale co ma być dobrą, radosną wieścią dzisiejszej niedzieli? Może dla kogoś będzie lektura książki, do której dziś nawiązałem?

Jakżeż ten utwór porusza i zmusza do bycia dobrym. Podobnie zresztą jak cały dziesięciotomowy cykl nazwany Jeżyc jadą.

W wielu miejscach te książki są natchnione Słowem Bożym.

Wszystkie razem stanowią swoisty piękny komentarz do Listu Św. Jakuba, który nawołuje do wiązania wiary z życiem.

Proszę przyjąć jeszcze przesłanie z innej książki pani Musierowicz: „Tym razem serio Opowieści prawdziwe”.

„Był czas, kiedy najbardziej imponowała mi w ludziach inteligencja i wiedza. Potem – mądrość. Ale musiało minąć sporo lat, bym zrozumiała, że tak naprawdę tym, co mnie urzeka najbardziej, wzrusza i pociąga – jest dobroć”.

I ostatnie zdanie z tej książki: „Nie napisałam jednak prawdziwej autobiografii, tylko opowiedziałam o Dobrych Ludziach, którzy naprawdę istnieją i istnieli, a którzy przesunęli się przez przydzielone mi pasmo, jak smugi światła. Przesunęli się – ale przecież w tajemniczy sposób pozostali”.

Dziś po naszym krótkim rachunku sumienia, nawiązującym do Listu Św. Jakuba i do wyznania wiary, zwróćmy uwagę, do jakich dobrych, radosnych wieści nawiązuje to wyznanie.

 

11 września 1994 r.                  o. Mirosław Pacíuszkiewicz SJ