14 NIEDZIELA ZWYKŁA

Za 9,9-10 * Rz 8, 9,11-13 * Mt 11,25-30

Minął jeszcze jeden tydzień, który przyniósł nowe przeżycia, zarówno radosne jak i bolesne. Być może doświadczyliśmy oczarowania pięknem świata i ludzką dobrocią, ale też zawodów i buntów wobec ludzi i Boga samego. Może przytłaczał nas ciężar pytań o sens tego wszystkiego, co widzieliśmy, o czym słyszeliśmy, co stało się naszym udziałem? I oto znowu razem z kilkoma milionami osób uczestniczymy we Mszy świętej.

W liturgii słowa staje przed nami Chrystus, na którego wskazuje najpierw starotestamentowy prorok. Fragment jego księgi, który dziś słyszeliśmy, pochodzi prawdopodobnie z okresu przed niewolą babilońską. Naród już od dawna nie miał króla, ale – jak się okazuje – żył obietnicą Mesjasza, Króla pokoju. Święty Paweł w Liście do Rzymian przypomina, jaki powinien być styl życia uczniów Jezusa. Mają oni przy pomocy Ducha uśmiercać popędy ciała.

Dziś jednak przede wszystkim zwrócimy uwagę na znamienne orędzie Jezusa, Syna Bożego, który otrzymał od Ojca poznanie Boga i udział w’ Jego władzy. To jest niezwykłe wyznanie: „Wszystko przekazał Mi Ojciec: mój” (Mt 11,27 a). Z tego szczególnego przekazu pochodzi cała Ewangelia, a więc Dobra Wieść o Ojcu, Synu i Duchu świętym; o Kościele, ludzie Bożym, który uczestniczy w przedziwnej jedności Osób Boskich; wieść o zwycięstwie Jezusa nad grzechem i śmiercią, o zmartwychwstaniu i życiu bez końca, bez bólu i łez. Zapewniają nas o tym Apostołowie, przekazując to, co otrzymali od Syna Bożego i Syna Człowieczego. Już niemal przez dwa tysiąclecia pokolenia pokoleniom przekazują Dobrą Wieść, a wraz z nią różne wartości, którymi wprost oddychają poszczególni ludzie i całe narody. To przekazywanie wartości, które z łacińska nazywa się tradycją, ma więc Boski rodowód. I nie wolno go lekceważyć.

Przyznam, że pomógł mi to sobie uświadomić ojciec Jacek Salij. Niedawno przeczytałem jego książkę Wiara na co dzień. Bardzo mnie zastanowił esej zatytułowany Język polski na emigracji. Przytacza w nim autor opinię profesora Beauvois, naszego wypróbowanego przyjaciela, który siedem lat pracował jako inspektor do spraw nauki języka polskiego we Francji. Profesor wyraża rozczarowanie postawą Polaków w tym kraju, jeżeli chodzi o nauczanie języka polskiego w szkole. W całej Francji na lekcje języka polskiego zapisano zaledwie czterystu uczniów szkół średnich. A przecież stanowisko francuskich władz oświatowych wobec inicjatyw otwierania klas z nauczaniem takiego lub innego języka obcego jest nadzwyczaj przychylne. Profesor Beauvois apelował w tej sprawie bezskutecznie do polskich rodziców. Tak pisał w artykule opublikowanym w paryskim „Głosie Katolickim”: „Portugalczycy, Algierczycy, Baskowie, Bretończycy – mają o wiele więcej uczniów i dbają o utrzymanie rodzimej kultury. A Polacy nie! To, według mnie, wielka szkoda!”

„Wynika to – pisał dalej profesor – z postawy psychologicznej, z bardzo dziwnego stosunku Polaków zamieszkałych we Francji do własnej, rodzimej kultury. Jako Francuz mogę sobie pozwolić na stwierdzenie, że Polacy zamieszkali we Francji myślą najczęściej o tym, by jak najszybciej się zasymilować i by zapomnieć o własnych korzeniach”.

Podobną postawę prezentują nasi rodacy, którzy wyruszyli na emigrację zarobkową do innych krajów. Ojciec Salij podaje na ten temat następujący komentarz: „Wydaje mi się, że istnieje argument, który powinni wziąć pod uwagę nawet ci nasi emigracyjni rodacy, którzy polskość traktują raczej jako swoje obciążenie niż jako wartość i przywilej.

Chodzi o zabezpieczenie sobie możliwości pełnego kontaktu z własnymi dziećmi. Ludzie, którzy do innego kraju przenoszą się w wieku dorosłym, mogą wprawdzie osiągnąć płynną znajomość języka tego kraju, ale z jednym istotnym zastrzeżeniem: nawet jeśli w nowym języku znakomicie radzą sobie w tysiącu różnych sytuacji życia codziennego, przeważnie traci on swą giętkość, ilekroć człowiek próbuje podjąć w tym języku jakąkolwiek rozmowę głębszą. W wieku dojrzałym mało kto potrafi przyswoić sobie nowy język aż tak głęboko, żeby stał się on częścią jego osobowości.

Toteż emigranci pierwszego pokolenia postępują nierozsądnie, jeśli swoje małe dzieci wychowują już od początku wyłącznie w języku nowego kraju. Wydaje im się, że ułatwiają dzieciom w ten sposób start życiowy; podświadomie niemałą rolę odgrywa tu również oczekiwanie, że oni sami szybciej staną się dzięki temu integralną cząstką nowego kraju. Niestety, prawie nieuchronną konsekwencją takiej decyzji będzie wzrastająca, w miarę przybywania dzieciom lat, niemożność porozumienia się z nimi w sprawach najważniejszych”.

Weźmy jednak także pod uwagę grzechy wobec tradycji, jakie popełniają rodacy pozostający we własnym kraju. Jak chętnie zastępują rodzime słownictwo obcymi terminami. Jak nie potrafią wybiórczo i mądrze korzystać z tego, co wyprodukowano na zachodzie i północy Europy albo w Stanach Zjednoczonych. Tak by się chciało przypomnieć powiedzenie Mikołaja Reja, „że Polacy nie gęsi, iż swój język mają”. I przestrogę Słowackiego:

Polsko/ lecz ciebie błyskotkami łudzą;

         Pawiem narodów byłaś i papuga,

         A teraz jesteś służebnicą cudzą.

Poza tym niedobrze się dzieje, jeżeli szesnastolatek, pochodzący zasadniczo z dobrej rodziny, śmieje się, gdy usłyszy słowo ojczyzna. Gdzie jest nasz patriotyzm?

Może właśnie dlatego, że musimy stawiać takie pytanie, Polacy, którzy po dłuższym lub krótszym pobycie w Finlandii wracają zauroczeni tym krajem, wśród różnych wartości z reguły podkreślają patriotyzm Finów – zdrowy, bez domieszki nacjonalizmu.

Wypada wrócić do słów dzisiejszej Ewangelii i za przykładem Jezusa czerpać z tego, co Mu przekazał Ojciec, ale także ze skarbca, który przechowują nasi najlepsi rodzice i czerpać z wartości wypracowanych przez pokolenia.

Na zakończenie rozważania powtórzę jak refren dwa zdania wcześniej już wypowiedziane: To przekazywanie wartości, które z łacińska nazywa się tradycją, ma Boski rodowód. I nie wolno go lekceważyć.

 

7 lipca 1996 roku                                o. Mirosław Paciuszkiewicz SJ