5. NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

Iz 43, 16-21 * Flp 3, 8-14 * J 8, 1-11

Obietnica nowego wyzwolenia

Kształt dzisiejszego rozważania, ostatniego w tryptyku rekolekcyjnym, określą czytania mszalne, ale w dużej mierze także świadectwa ludzi chorych. Adresaci będą więc współtwórcami.

Nawiązujemy najpierw do czytań, przypominając, jak one się układały w trzy kolejne niedziele. Przed dwoma tygodniami razem z uciekinierami z Egiptu byliśmy w drodze do Ziemi Obiecanej, przed tygodniem już w tej Ziemi, a dziś otrzymujemy obietnicę nowego wyzwolenia. Po przypomnieniu etapu pustyni, po doświadczeniu częściowego spełnienia, wybiegamy nadzieją ku ostatecznemu spełnieniu. Podczas tych rekolekcji jest więc jak podczas każdej Mszy świętej: głosimy śmierć Pana Jezusa, wyznajemy Jego zmartwychwstanie i oczekujemy Jego przyjścia w chwale. Sprawdza się ostatnie zdanie pierwszego czytania: „Lud ten, który sobie utworzyłem, opowiadać będzie moją chwałę”

(Iz 43,21). Niech się rzeczywiście sprawdza w tej konkretnej sytuacji naszego spotkania. Opowiadajmy chwałę Pana, podbudujmy nadzieję, której daje wyraz św. Paweł w liście do Filipian, w drugim dzisiejszym czytaniu. Apostoł – więzień, a więc można by rzec człowiek cierpiący – zachwyca się Chrystusem Jezusem, swoim Panem. Chrystus stanowi dla niego najwyższą wartość. Więzień ma jedno wielkie pragnienie: żeby pozyskać Chrystusa i znaleźć się w Nim. Poznać moc Jego zmartwychwstania. Ale Apostoł pamięta, że Chrystus do zmartwychwstania szedł przez cierpienie. Wobec tego i on wybiera drogę przez mękę. Decyduje się na udział w cierpieniach Chrystusa. Dlaczego? Ma bowiem nadzieję, że – upodabniając się do Jego śmierci – dojdzie do pełnego powstania z martwych. Wspanialszej, radośniejszej wieści nikt nam nie zdoła oznajmić. Zrozumiał to Apostoł Paweł. Rozumieli to męczennicy wszystkich czasów.

Zrozumiała to siostra Pawła (Alicja Święcicka), która wiele lat spędziła w infirmerii w Laskach ze swoim stwardnieniem rozsianym. Przed tygodniem od jednej z moich chorych otrzymałem zbiorek jej wierszy, pod wymownym tytułem:  „Przez krzyż do nieba”. Od razu w pierwszym utworze znalazłem takie zdania:

– Choroba jest brakiem dobra, a więc złem.

– Miłość to zło na dobro zmienia, wiesz?

– Wiem.

Wracamy do nadziei autora Listu do Filipian. On ma świadomość, że nie jest jeszcze doskonały, że nie wszystko osiągnął, ale jest w nim tęsknota ogromna, dynamizm, któremu daje wyraz w takich słowach: „… pędzę ,abym też pochwycił, bo i sam zostałem pochwycony przez Chrystusa Jezusa /…/ pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie” (Flp 3,12.14).

Nie posądzajmy jednak św. Pawła o interesowność, by mu zależało na nagrodzie. Są ludzie, którzy odrzucają nagrodę wieczną jako niegodna człowieka, a chwytają łapczywie różne namiastki. Budują wtedy na złudzeniach.

Św. Paweł nie marzył o willi dla siebie, o stadach bydła i owiec, o karierze. Jego nagrodą miał być Chrystus, który go olśnił pod Damaszkiem i wprowadził na drogę Ewangelii. Do Niego „pędził” – jak słyszeliśmy. Za Nim tęsknił. I za Ojcem    i Duchem Świętym. Dążenie do przyjaźni z Najświętszymi Osobami jest najpiękniejszą aspiracją człowieka. A osiągnięcie tej przyjaźni największą nagrodą. To właśnie św. Paweł dawał wyraz przekonaniu, że w niebie nieaktualna będzie wiara, niepotrzebna nadzieja, ale miłość będzie trwać. Ona „nigdy nie ustaje” (1 Kor 13,8).

Przed tygodniem jedna z osób, od lat naznaczonych krzyżem – nawiązując do rozważań rekolekcyjnych – zagadnęła mnie: czy ksiądz nas kocha? I żeby nie było wątpliwości, o kogo chodzi, dodała: „nas, chorych”.

Drodzy moi, boję się uroczystych deklaracji. Na pytanie, postawione niejako w Waszym imieniu, nie odpowiem wprost, ale w ten sposób: Od mojego pierwszego pobytu w szpitalu, od pierwszej operacji, którą przeżyłem na kilka tygodni przed maturą, a więc już od 43 lat, staram się codziennie polecać Panu ludzi, którzy cierpią w szpitalach, więzieniach czy gdziekolwiek indziej. Od kilku lat modlę się niemal codziennie także w intencji ludzi, którzy pielęgnują chorych, ponieważ mają trudne i odpowiedzialne zadanie…

I Wobec tego, gdy nawet po raz pierwszy spotykam człowieka doświadczonego chorobą, mogę mu zgodnie z prawdą powiedzieć: o panu, o pani pamiętałem w swojej modlitwie. A ponieważ sam coraz częściej doświadczam różnych dolegliwości, sądzę, że te doświadczenia, razem z moją modlitwą, stwarzają płaszczyznę porozumienia i usprawiedliwiają w jakiejś mierze moją posługę radiową w trzy kolejne niedziele Wielkiego Postu.

Zastanawiałem się, co przekazać uczestnikom trzech niedzielnych spotkań jako swoisty testament rekolekcyjny. Proponuję najpierw fragment psalmu responsoryjnego z dzisiejszej liturgii słowa:

„Ci, którzy we łzach sieją,

żąć będą w radości.

Idą i płaczą niosąc ziarno na zasiew,

lecz powrócą z radością niosąc swoje snopy” (Ps 126,5-6).

To jest przecież perspektywa, którą z takim przekonaniem przybliża nam św. Paweł i siostra Pawła z Lasek, i Jan Paweł II.  Ojciec Święty podczas audiencji środowej dnia 14 października 1981 roku, który – jak pewnie pamiętamy – był rokiem zamachu na jego życie, mówił do zebranych:

„W ubiegłą środę podczas audiencji generalnej nawiązałem do wydarzenia z 13 maja. Ponieważ W tym dniu zostały przerwane spotkania, które obecnie, gdy stan zdrowia na to pozwala, podejmuję na nowo, pragnę bodaj w krótkości podzielić się z Wami tym, co było treścią moich rozważań w tym kilkumiesięcznym okresie wielkiego Bożego Doświadczenia, jakie stało się moim udziałem.

Mówię: Bożego Doświadczenia. Jakkolwiek bowiem wydarzenia z 13 maja – zamach na życie Papieża, a także jego konsekwencje związane z operacją i leczeniem w poliklinice Gemelli – mają swój całkowicie ludzki wymiar, to jednak wymiar ten nie może przesłonić głębszego jeszcze wymiaru: właśnie wymiaru Boskiego Doświadczenia. W tym wymiarze Boskiego Doświadczenia trzeba umieścić również to wszystko, o czym mówiłem w ubiegłą środę. Dziś pragnę raz jeszcze do tego powrócić.

Bóg pozwolił mi doświadczyć w ciągu minionych miesięcy cierpienia, zagrożenia życia. Pozwolił mi równocześnie jasno i dogłębnie zrozumieć, ze jest szczególną Jego łaską dla mnie samego jako człowieka, a równocześnie – z uwagi na posługę, jaką sprawuję jako Biskup Rzymu i Następca św. Piotra – łaską dla Kościoła.

Tak jest, drodzy Bracia i Siostry, wiem, że doświadczyłem wielkiej łaski. I nie mogę, wspominając wraz z Wami wydarzenie z 13 maja oraz cały ten miniony okres, nie powiedzieć o tym. Chrystus, który jest Światłością świata, Pasterzem swojej owczarni, a nade wszystko Księciem pasterzy, dał mi tę łaskę, że mogłem cierpieniem, zagrożeniem własnego życia i zdrowia, dać świadectwo Jego Prawdzie i Jego Miłości. To właśnie poczytuję sobie za szczególną łaskę – i za to składam szczególne dziękczynienie Duchowi Świętemu, którego Apostołowie i ich następcy otrzymali w dniu Pięćdziesiątnicy ja ko owoc Krzyża i Zmartwychwstania swojego Mistrza i Odkupiciela”. (Jan Paweł II, O cierpieniu, Wydawnictwo Sióstr Loretanek, Warszawa 1985, s.172).

Zakończenie tamtego środowego przemówienia niech stanowi również zakończenie naszych rozważań:

„… Kiedy więc wspólnie z Wami, drodzy Bracia i Siostry, rozpamiętywam łaskę otrzymaną razem z zagrożeniem życia i cierpieniem, zwracam się w sposób szczególny do Niej: do Tej, którą nazywamy również  Matką Łaski Bożej. I proszę, aby ta łaska „próżna we mnie nie była” (por. 1 Kor 15,10) – podobnie jak każda łaska, jaką otrzymuje człowiek: gdziekolwiek i kiedykolwiek. Aby przez każdą z łask, których nie szczędzi Ojciec, Syn i Duch Święty, rodziła się owa moc, która rośnie z naszej słabości. Aby także rosło i rozszerzało się świadectwo Prawdy i Miłości, do którego wezwał nas Pan” (s. 174-175).

Niech się tak właśnie dzieje. Amen.

 

5 kwietnia 1992 roku                                     o. Mirosław Paciuszkiewicz SJ