4. NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

Joz 5, 9.10-12 * 2 Kor 5, 17-21 * Łk 15, 1-3. 11-32

W Ziemi Obiecanej

Dziś druga część naszego tryptyku rekolekcyjnego. O ile przed tygodniem byliśmy niejako na etapie zapowiedzi, obietnicy, dziś mamy uczestniczyć w spełnieniu. Przy okazji warto zwrócić uwagę na znamienny fakt: przyjście Jezusa Chrystusa, Mesjasza, a więc Zbawcy, a przy tym twórcy chrześcijaństwa, było zapowiadane, przygotowywane przez wieki. W historii religii nie znajdujemy czegoś podobnego.

Liturgia poprzedniej niedzieli ukazywała naród, który miał rozpocząć wędrówkę do Ziemi Obiecanej. Podjął tę wędrówkę. I – jak nas zapewniał św. Paweł – życie Izraela na pustyni było zapowiedzią rzeczy przyszłych.

A zauważmy, że całe dzieje Starego Testamentu były jedną wielką zapowiedzią. Starotestamentowa liturgia była liturgia obietnicy, tęsknoty, oczekiwania. Powtórzmy to jeszcze raz: stanowiła zapowiedź rzeczy przyszłych. I tak było do dnia, w którym Jezus przyszedł do synagogi w Nazarecie.

Rozwinął zwój z tekstem proroka Izajasza. Czytał słowa: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana” (Iz 61,1-2).

Jezus zwinął księgę i wygłosił homilię, w której znalazło się znamienne świadectwo: „Dziś spełniły się te słowa Pana, któreście słyszeli” (Łk 4,21).

Z przyjściem Chrystusa liturgia zaczęła być świętowaniem spełnienia.

I dzisiaj – uczestnicząc we Mszy świętej – uczestniczymy w spełnieniu. Jesteśmy już W Ziemi Obiecanej i jako lud Boży obchodzimy Paschę. Dobrze wiemy, że od Ostatniej Wieczerzy, od pierwszego Wielkiego Czwartku, Pascha, pamiątka wyjścia z niewoli egipskiej, zyskała nowy wymiar. Jest świętowaniem śmierci Chrystusa i Jego zwycięstwa nad śmiercią.

Możemy ze św. Pawłem powtarzać dzisiaj: „To co dawne minęło, a oto wszystko stało się nowe. Wszystko zaś to pochodzi od Boga, który pojednał nas z sobą przez Chrystusa /…/ W Chrystusie Bóg pojednał ze sobą świat”(2 Kor 5,17-19).

Uczestniczymy W spełnieniu. Ale to uczestnictwo nie dzieje się automatycznie, jak za naciśnięciem jakiegoś guziczka. Potrzebny jest nasz osobisty wkład. Dlatego Paweł prosi w imię Chrystusa: „pojednajcie się z Bogiem”(2 Kor 5,20).

I właśnie o to pojednanie chodzi. W jaki sposób mamy je realizować? Wskazuje na to opowiadanie Chrystusa, które tradycyjnie nazywamy przypowieścią o synu marnotrawnym. Ale jest to przypowieść o dwóch synach i przede wszystkim o miłosiernym Ojcu. Przeanalizujmy ją jeszcze raz, skoro po raz kolejny jest nam dana w liturgii jako dar Ojca i Syna w Duchu świętym.

Spróbujmy odczytać historię naszego życia. Zapewne wypada tu mówić w liczbie pojedynczej: mojego życia. Rodzaj żeński niech już każda z pań uczestniczących w dzisiejszym spotkaniu sama dopowiada. Czy moje dzieje są bliższe historii marnotrawnego syna czy tego, który pozostał z ojcem?

Byłem w domu swojego ojca, w domu rodzinnym. Otrzymałem wielki majątek. Od dzieciństwa mówiono mi o Bogu. Ktoś z bliskich prowadził moją rękę i uczył znaku krzyża. Potem: „Aniele Boży, stróżu mój” i „Ojcze nasz”, i „Zdrowaś”. Prowadzono na katechezę i do kolejnych sakramentów świętych. Była pierwsza spowiedź, pierwsza Komunia. I może jeszcze bierzmowanie. I przyszedł czas, ze niebo stanęło w płomieniach. Odszedłem. Może raczej uciekłem. I cały mój posag, cały majątek roztrwoniłem. I bieda zajrzała w oczy. I pojawił się bezsens. Zobaczyłem, że wszedłem na drogę, która prowadzi donikąd.  Mógłbym brnąć dalej albo skończyć z sobą, bo przecież i to się zdarza.

Przyszło jednak wspomnienie ojcowskiego domu, dobrych przeżyć z czasu dzieciństwa i młodości. Postanowiłem wrócić. Zastanawiałem się, co powiem Ojcu. Powiedziałem tak po prostu: Ojcze, zgrzeszyłem. I zobaczyłem jak bardzo Ojciec cieszy się z mojego powrotu. On przecież wyglądał, czekał, wyszedł na przeciw. On mnie sprowadził swoją tęsknota i miłością.

A na to mój brat zareagował gniewem i wyrzutem, skierowanym do Ojca: “Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu…” (Łk 15,29). Ale może to ja tak reagowałem? Może ja właśnie jestem w pozycji starszego brata? Taki porządny, zawsze na miejscu! Nienawidzę hulaków, pijaków, narkomanów, rozwiedzionych. Zastanawiam się tylko nieraz, dlaczego wielu z nich powodzi się lepiej niż mnie. Dlaczego są zdrowi, a ja cierpię od najmłodszych lat? Przecież starałem się żyć po chrześcijańsku.

I co mam z tego?

Warto pamiętać, w jakich okolicznościach Chrystus powiedział analizowaną dzisiaj przypowieść. Otóż stało się to wtedy, gdy „zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to – jak słyszeliśmy – szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi” (Łk 15, 1-2).

Okazuje się, ze bardzo niebezpieczna jest postawa starszego brata. On ma dłuższą drogę do ukochania Ojca i brata, i zapewne innych ludzi, niż ten młodszy. Można by oczywiście analizować jeszcze inne sytuacje i postawy, ale w dzisiejszej przypowieści Chrystus mówi o dwóch. Niech więc te wystarczą – jako przykład. Wróćmy jeszcze do Ojca. Przypomnijmy. On wyglądał, czekał, wyszedł naprzeciw, rzucił się synowi na szyję i ucałował go.

W innej przypowieści jest mowa o zaginionej owcy. Pasterz, który ma sto owiec i zaginie jedna z nich, zostawia dziewięćdziesiąt dziewięć na pustyni i idzie za zagubioną. Gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona, wraca do domu, zaprasza przyjaciół i sąsiadów, żeby cieszyli się razem z nim. To jest właśnie tajemnica nieba, gdzie większa jest radość „z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia” (Łk 15,7).

Cudowna jest możliwość powrotów! Jak to dobrze, że Ojciec nie zatrzaskuje drzwi przed synem, który „roztrwonił majątek z nierządnicami” (Łk 15,30), albo przez lata deklarował się jako ateista, albo popadł w alkoholizm, narkomanię. Owszem, żaden z tych synów nie wróciłby o własnych siłach. Żadna z córek nie znalazłaby drogi powrotu. Za każdym razem nasz Ojciec wychodzi naprzeciw. Inicjatywa, gdy chodzi o nawrócenie, jest zawsze po stronie Boga.

Jeśli św. Paweł prosi dziś w imię Chrystusa: „Pojednajcie się z Bogiem” (2 Kor 5,20), to jest także wyjście Boga na przeciw mnie, zaproszenie do powrotu, do przyjaźni z Nim albo do większej przyjaźni. Warto by zastanowić się, jak w ciągu drugiego tygodnia rekolekcji realizować to zaproszenie. Względem siebie i nie tylko.

Jest wielu ludzi, którzy urządzają się na tym świecie, jak gdyby Bóg nie istniał. Są nawet tacy, którzy bluźnią Bogu. Może dostrzegam ich wśród swoich bliskich? Proponuję, żeby każdy z uczestników rekolekcji podjął, zwłaszcza w bieżącym tygodniu apostolską troskę o tych, którzy odeszli.

Albo nie doszli jeszcze do Boga. Można ich konkretnie z imienia polecać, a można ogólnie. Dać temu człowiekowi, względnie ludziom, więcej modlitwy. I dać także tygodniową miarę swojego cierpienia. Niech ułatwi czyjś powrót, czyjeś dojście do Boga. Amen.

 

29 marca 1992                                    o. Mirosław Paciuszkiewicz SJ