20 NIEDZIELA  ZWYKŁA

Jr4 38,4-6.8-10 * Hbr 12,1-4 * Łk 12 ,49-53

„Zastanawiajcie się… abyście nie ustawali złamani na duchu (Hbr 12,3)

Niech nam wybaczy prorok Jeremiasz, o którym słyszeliśmy w  pierwszej kolejności, że nie poświęcimy mu należytej uwagi, choć na pewno wielu kaznodziejów w różnych miejscach naszego globu mówiło dzisiaj, albo będzie mówić, o jego dramatycznych doświadczeniach i odwadze. My bowiem, zgromadzeni w kościele Św. Krzyża w Warszawie i przy radioodbiornikach, spróbujemy stanąć przed Chrystusem i wsłuchać się w słowa autora Listu do Hebrajczyków o Jezusie, a następnie w świadectwo, które Jezus daje sam o sobie.

Autor Listu zachęca: „Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją udoskonala” (Hbr l2,2a). Naszą wiarę nazywamy chrześcijańską, to znaczy, że wierzymy według wskazań Chrystusa. Jego słowo ma dla nas decydujące znaczenie. Jest słowem mocnym, zobowiązującym, ale także wspomagającym. Nazywamy je Dobrą Wieścią,

mimo że „On to zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie bacząc na jego hańbę” (Hbr 12, 2b). Ale to jest zdumiewające, wręcz paradoksalne, że religia spod znaku krzyża stanowi jeden wielki apel o radość. Często przypomina się chrześcijanom, że smutny święty jest  smutnym świętym. I najwybitniejsi chrześcijanie, wielcy mistycy, wymownie świadczą, że pośród największego nawet cierpienia można doświadczać ekstatycznej radości. Dlaczego tak się dzieje? Otóż dlatego, że naszej wierze przewodzi i udoskonala ją Ten, którego ukrzyżowano i który powstał z martwych.

Kilka dni temu słyszałem skargę osoby, która już ćwierć wieku choruje na stwardnienie rozsiane. Spoglądała na krzyż wiszący na ścianie naprzeciw jej fotela, na którym spędziła około dziesięciu lat, i mówiła mniej więcej tak: „Jego cierpienie, choć straszne, trwało jednak krótko.

A ja już cierpię dwadzieścia pięć lat. Dlaczego On mi tak po kolei zabiera wszystko? Teraz już nawet władzę w ostatniej kończynie?” Dotychczas mogła jeszcze dużym palcem lewej ręki nacisnąć guzik telefonu, żeby go nastawić na odbiór. Teraz już stało się to ogromnym problemem. Nie mówiąc o przerzuceniu stronicy książki. Zresztą już także możność czytania książek została jej zabrana. Bardzo słabo widzi. A przy tym doświadcza różnych wewnętrznych dolegliwości. I ma świadomość, że każdego dnia będzie coraz gorzej. Wobec tego pyta, dlaczego Ukrzyżowany jest taki okrutny? Tak naprawdę wszystkie go pozbawia! . Nawet odrobiny intymności! I tak do końca uzależnia od innych, ciągle zmieniających się osób.

Przyznam, że słuchałem tej skargi i nie umiałem powiedzieć: Chrystus cię kocha, bo takie pocieszenia ją po prostu irytują. Niemal przez cały czas pobytu, ponad półtorej godziny, milczałem. Mogłem co najwyżej powiedzieć: A przecież bez Niego byłoby jeszcze trudniej. I tu przyznała mi rację.

Pośród takiego doświadczenia odbierałem słowa dzisiejszego drugiego czytania: „Zastanawiajcie się, (…) który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani na duchu”(Hbr 12, 3). Mojej rozmówczyni z dnia Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny mogę dedykować tych kilka słów: abyście nie ustawali, złamani na duchu. A może komuś z nas potrzebne są także i te słowa: „Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw grzechowi” (Hbr12,4).

Tyle z przesłania autora Listu do Hebrajczyków. A teraz świadectwo samego Jezusa, tak jak je podaje Ewangelista Łukasz: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże pragnę, ażeby on już zapłonął” (Łk 12, 49). Słysząc te słowa doświadcza się zapewne chęci bycia poetą albo przynajmniej dostrzeżenia w nich pięknej metafory. Nasz glob zapalony ogniem Dobrej Wieści, którą niemal dwa tysiące lat temu przyniósł Chrystus. Można i tak odebrać przytoczone słowa. Warto jednak pamiętać, że nieco dalej Chrystus mówi o chrzcie: „Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki aż to się stanie” (Łk 12,50). Słowa o ogniu i chrzcie wypowiedział Jezus w drodze do Jerozolimy. Miał świadomość, że zbliża się godzina Jego męki i śmierci. Lękał się owej godziny a zarazem wybiegał do niej całą swoją tęsknotą.

W jednym z komentarzy do omawianego fragmentu Ewangelii Św. Łukasza czytamy: „Ogień w Piśmie św. jest obrazem sądu. Chrzest podkreśla myśl o zanurzeniu się w morzu cierpienia. Godzina męki i śmierci Jezusa to czas sądu, oczyszczenia i zbawienia. To jest godzina, w której rozstrzygną się losy świata i ludzkości. Krzyż Jezusa przyniesie rozłam. Dla tych, którzy Go przyjmą, stanie się znakiem zbawienia, dla tych którzy Go odrzucą – znakiem upadku”.

Dotykamy tutaj kolejnego paradoksu Chrystusa i chrześcijaństwa. Pamiętajmy słowa Jezusa o pokoju, które przytoczę przed Komunią świętą: „Pokój wam zostawiam, pokój mój wam daję”. Następnie powiem: „Pokój Pański niech zawsze będzie z wami”. I zachęcę: „Przekażcie sobie

wzajemnie znak pokoju”. W tym jest zawarty Chrystusowy program. A tymczasem słyszeliśmy dziś: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam” (Łk 12,51)

Jak się mają te ostatnie słowa do redakcji o pokoju? One na pewno nie zawierają Chrystusowego programu, a tylko przewidywanie, że tak będzie W dziejach zbawienia. Podzielą się ludzie. Jedni przyjmą krzyż Chrystusa z całym kontekstem, który mu towarzyszy, inni go odrzucą. Podziały będą przebiegać nie tylko przez kontynenty, kraje, ale i przez rodziny. I nawet przez serca poszczególnych ludzi, którzy w swoim życiu przyjmują Chrystusa, zachwycają się Nim, tęsknią za Nim, a potem odchodzą. Kolejność bywa oczywiście i odwrotna. Często zdarza się bowiem dochodzenie…

We wspomnianym komentarzu czytamy dalej: „Ogień i chrzest oznaczają również Ducha Świętego. Jest On ogniem, W którym wszystko zostanie wypróbowane, oczyszczone i udoskonalone. Duch Miłości to płomienie, które usuną i wypalą wszystko, co stoi na przeszkodzie, abyśmy  mogli zjednoczyć się z Bogiem, ostatecznym celem i sensem naszego życia”.

Oby dzisiejsze zgromadzenie eucharystyczne usunęło jak najwięcej przeszkód na drodze do Boga i przybliżyło nasze Zjednoczenie się z Nim.

Zauważmy, że to jest modlitwa o wzrost wiary i przyjaźni.

Wyznajmy wiarę.

Wierzę w jednego Boga…

 

20 sierpnia 1995                                   o. Mirosław Paciuszkiewicz SJ