NIEDZIELA  ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

‘’WIELKANOC’

Dz 10,34a.37-43 * Kol 3,1-4 * 3 20,1-9

Dziś we wspólnej refleksji zwrócimy uwagę na związek zmartwychwstania Chrystusa z naszym życiem. Gdybyśmy bowiem zmartwychwstanie uważali za abstrakcyjną prawdę, byłoby to bardzo smutne nieporozumienie. Punktem wyjścia niech będą słowa dzisiejszego drugiego czytania: „Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukaże Chrystus, nasze życie, wtedy i wy razem z Nim ukażecie się w chwale.” (Kol 3, 3-4)

Dlatego właśnie „Katechizm Kościoła katolickiego”, po który będziemy sięgać często, zwłaszcza w najbliższych miesiącach i latach, w jednym punkcie omawia „Zmartwychwstanie Chrystusa i nasze zmartwychwstanie”. Analizując przedostatni fragment wyznania wiary, zwanego składem Apostolskim – Wierzę w ciała zmartwychwstanie – sięgnijmy po ten „Katechizm” z radością, że go już wreszcie mamy. I przeczytajmy najpierw następujące zdania: „Bóg stopniowo objawiał swojemu ludowi prawdę o zmartwychwstaniu umarłych. Nadzieja na cielesne zmartwychwstanie zmarłych pojawia się jako konsekwencja wiary w Boga, Stwórcę całego człowieka, z duszą i ciałem” (nr 992). Nasz stwórca bowiem nie jest „Bogiem umarłych, lecz żywych” (Mk 12,27). Jezus łączy wiarę w zmartwychwstanie ze swoją Osobą: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem” (J 11,25). On właśnie – w ostatnim dniu – wskrzesi tych, którzy będą wierzyć w Niego i którzy będą spożywać Jego Ciało i pić Jego Krew.

Kto już posiada wspomniany „Katechizm”, może dzisiaj przeczytać krótkie odpowiedzi na pytania: Co to znaczy zmartwychwstać? Kto zmartwychwstanie? W jaki sposób? Kiedy? Niech lektura „Katechizmu” będzie rodzajem pracy domowej.

W związku z tematem określonym w pierwszym zdaniu homilii, że mianowicie zwrócimy uwagę na związek zmartwychwstania z naszym życiem, nawiążę tylko do pytania: Kiedy zmartwychwstaną zmarli?

Autorzy „Katechizmu” odpowiadają: W sposób definitywny „w dniu ostatecznym”, „na końcu świata”. Znamienne jest wyrażenie w sposób definitywny, wielu bowiem współczesnych teologów daje wyraz przekonaniu, że zmartwychwstanie Chrystusa dokonało się w momencie Jego śmierci. Trzeciego dnia znaleziono już tylko pusty grób. Domyślają się teologowie, ze także ludzie już w momencie śmierci zmartwychwstaną we własnych ciałach, przekształconych, przemienionych. W „dniu ostatecznym”, „na końcu świata”, w sposób definitywny dokona się nasze zmartwychwstanie, gdyż jest ono wewnętrznie złączone Z powtórnym przyjściem (Paruzją) Chrystusa (nr 1001).

Ale zmartwychwstanie zaczyna się wcześniej, zanim jeszcze przyjdzie – jakby powiedział św. Franciszek z Asyżu – nasza siostra, śmierć cielesna.

W pewien sposób już jesteśmy wskrzeszeni z Chrystusem. Dzięki Duchowi Świętemu życie chrześcijanina jest uczestnictwem w Śmierci i Zmartwychwstaniu Chrystusa już na ziemi. Po przeczytaniu książki Małgorzaty Baranowskiej „To jest wasze życie” jest we mnie mocne przekonanie, że dopiero przytoczone twierdzenie odnosi się przede wszystkim do ludzi chorych i to przewlekle chorych, którzy ze zrozumieniem przyjmują swój krzyż. Przytoczę trzy zdania z listu kogoś z przyjaciół: „Ogromnie cieszę się, Ojcze, że zachwyciła Cię książka pani Małgorzaty Baranowskiej. Dla mnie przez nią ludzie chorzy jakby nabrali ludzkich rysów. Odkąd sama spotykałam się z chorobą i życiem szpitalnym, modlę się codziennie za wszystkich chorych, cierpiących i udręczonych ludzi, ale było to jakieś bezosobowe, a teraz jakby ktoś uniósł dachy domów i pokazał ogrom cichego ludzkiego cierpienia”. Dodam: ludzie chorzy niezwykle uczestniczą w tajemnicy paschalnej, a więc w tajemnicy Śmierci i Zmartwychwstania Chrystusa.

Pani Małgorzato, jeśli Pani słyszy te słowa, niech one stanowią argument, że Pani pomaga ludziom. A poza tym niech będą prezentem wielkanocnym. Przy okazji chciałbym obdarować, życzliwym słowem szczególnie doświadczone przez chorobę panie: Barbarę, Czesławę, Marię, Urszulę, Zofię, moją stryjeczną siostrę Barbarę i wszystkich bardziej i mniej chorych.

Wierzący, zjednoczeni przez chrzest z Chrystusem, uczestniczą już w sposób rzeczywisty w niebieskim życiu Chrystusa Zmartwychwstałego, ale to życie pozostaje „ukryte z Chrystusem w Bogu” (Kol 3,3). Karmieni Jego Ciałem w Eucharystii, należymy już do Ciała Chrystusa. Gdy zmartwychwstaniemy w dniu ostatecznym „razem z Nim ukażemy się w chwale” (Kol 3,4). Dodajmy jeszcze, że w oczekiwaniu na ten dzień ciało i dusza wierzącego uczestniczą już w godności „należenia do Chrystusa”.

Zapytajmy, co z tego wynika dla naszego stylu życia, dla naszej codzienności? Podjął to pytanie w XIX wieku jeden z wybitnych teologów i zarazem filozofów, Duńczyk, Sören Kierkegaard. Nawiązując do znaczenia, jakie ma dla nas Śmierć-Zmartwychwstanie Chrystusa, w formie przy powieści wyjaśnia przeznaczenie chrześcijanina. W swoim „Dzienniku” nazywa je „białym punktem na horyzoncie”. Kierkegaard kreśli obraz, który odpowiada jego temperamentowi tragika. Dodaję lojalnie, że tę przypowieść przytaczam za autorem książki „Człowiek i sakramenty”, dominikaninem francuskim Bernardem Bro (Przełożyła Maria Bocheńska, Instytut wydawniczy PAX 1972, s. 14-15):

„Wyobraź sobie jakiś olbrzymi statek. Jeżeli chcesz, to większy jeszcze niż te, jakie dziś widujemy: może przewieźć tysiąc pasażerów i oczywiście zapewnić im komfort, luksus i największe wygody. Jest wieczór. W salonie ludzie się bawią, słychać dźwięki muzyki, zabawa, radość, szum – hałas tej rozszalałej wesołości rozbrzmiewa w powietrzu wieczoru.

Na mostku stoi kapitan. Przy nim pierwszy oficer odejmuje lornetkę od oczu i podaje ją kapitanowi, który mówi: „Nie potrzeba, widzę dobrze ten mały biały punkt na horyzoncie; noc będzie straszna”.

I ze wspaniałym i zdecydowanym spokojem doświadczonego marynarza wydaje rozkazy: „Dziś w nocy alarm dla całej załogi, ja sam obejmuję komendę”.

Wchodzi do swojej kajuty. Nie ma wiele książek, ale ma Pismo Święte. Otwiera je- rzecz osobliwa -właśnie na słowach: „Tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie”. Osobliwe zaiste.

Po krótkiej chwili skupienia i modlitwy przebiera się na nocną służbę.

Teraz ten doświadczony marynarz ze spokojem i przejęciem myśli tylko o swoim zadaniu.

A w salonie zabawa trwa. Słychać muzykę i śpiewy, rozmowy, hałasy, brzęk talerzy i srebra, strzelają korki szampana; pije się zdrowie kapitana.

Noc będzie straszna. I może „jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie”.

Czyż nie jest to straszne? A jednak może być jeszcze straszniej.

Sytuacja taka sama, ale kapitan jest inny. W salonie bawią się, a najweselej kapitan.

Na horyzoncie pojawił się biały punkt i noc będzie straszna. Ale nikt go nie widzi i nie przeczuwa, co on zapowiada. Nikt z wyjątkiem jednego człowieka (i to właśnie będzie najstraszniejsze), który widzi biały punkt i wie, czego jest zapowiedzią. Nie ma żadnej władzy na statku, nie może podjąć żadnej decyzji. Żeby jednak nie zaniedbać jedynej rzeczy, która jest w jego mocy, prosi kapitana, by choć na chwilę wyszedł na pokład. Ten każe na siebie długo czekać. Przychodzi wreszcie, ale o niczym nie chce słyszeć i szybko wraca do salonu, by podzielić hałaśliwą i rozszalałą radość pasażerów pijących jego zdrowie w powszechnej beztrosce.

Biedny pasażer raz jeszcze postanawia wezwać kapitana, który teraz staje się nawet niegrzeczny. A jednak biały punkt ciągle jest widoczny na horyzoncie: „noc będzie straszna”.

Czyż nie to jest straszniejsze? Straszne, gdy się widzi beztroskę tych hałaśliwych pasażerów; straszne, gdy kapitan jest jedynym, który wie, co się wydarzy. Jednak istotną rzeczą jest fakt, ze on wie. Gorzej, kiedy jedynym, który widzi nieuniknione niebezpieczeństwo, jest pasażer”.

W ten sposób Kierkegaard ukazuje na morzu ciemności Chrystusa, który ma nadzieję, że ludzie odczują Jego obecność í pojmą, o jak wielką rzecz chodzi. Pasażerem, jedynym świadomym pasażerem jest chrześcijanin. Punkt świetlny – to nadejście Chrystusa, Jego wtargnięcie w nasze życie.

Trudno byłoby w sposób bardziej wymowny ukazać, jak potrafimy być obojętni wobec tajemnicy śmierci i zmartwychwstania, która realizuje się zawsze dla nas w spotkaniu z Chrystusem. Żeby jednak nie poprzestać na wstrząsającej opowieści prekursora współczesnych egzystencjalistów i na przestrodze przed obojętnością, rozważanie zakończymy pozytywnym wnioskiem i zarazem postanowieniem: Postaramy się bardziej niż dotychczas pamiętać, że spotkanie z Chrystusem Zmartwychwstałym znajduje się w centrum naszego życia.

Za chwilę będziemy recytować mszalne wyznanie wiary, określone w czwartym wieku na soborze w Nicei i uzupełnione podczas pierwszego Soboru w Konstantynopolu. Zauważmy, jak wszystkie człony wyznania do tego prowadzą: „I oczekuję wskrzeszenia umarłych. I życia wiecznego w przyszłym świecie”. Dlatego życie ma sens.

Wierzę w jednego Boga…

 

16 kwietnia 1995                     o. Mirosław Paciuszkiewicz SJ